Droga

A droga wiedzie w przód i w przód/ Choć zaczęła się tuż za progiem –/ I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią – tak jak mogę...
Skorymi stopy za nią w ślad –/ Aż w szerszą się rozpłynie drogę,/ Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dokąd? – rzec nie mogę.
J.R.R. Tolkien

sobota, 11 maja 2013

Mecz śmierci(?)

Na fali majowego świętowania, głównie tzw. Dnia Zwycięstwa, widzowi rosyjskiemu demonstrowane są filmy o tematyce wojennej. Czyli wspominamy, pobudzamy patriotyzm, itd., itp. Nie przepadam za tego typu kinem. Mimo to moją uwagę przykuł film Mecz, więc go obejrzałam.

Oczywiście, zapowiedzi przedstawiły najciekawsze fragmenty, narobiły smaczku na wielce podniosły obraz. Może to brak nastroju, a może po prostu ograniczenie czasowe narzucane reżyserowi, może coś zupełnie innego, no filmowi czegoś zabrakło.

 

Na kinematografii się nie znam. Na futbolu też nie za bardzo.  I w kwestii piłki nożnej przypuszczam, że aktorzy również. Dlatego nie ma co liczyć na spektakularne rozgrywki. Wszystko, w rzeczy samej, odbywa się bardzo szybko.
Jest miłość, wojna, rozłąka, szantaż, są Niemcy-oprawcy i podbici Ukraińcy oraz zabici Żydzi.
Motywy znane i szablonowo wykorzystane.
Jednak główny motyw jest najciekawszy. Jest nim tytułowy mecz, który faktycznie odbył się w 1942 roku w Kijowie pomiędzy Ukraińcami (co ciekawe zawodowcami z Dynamo) a Hitlerowcami. Ukraińcy mieli przegrać, ale wygrali. Po meczu zostali rozstrzelani.

Tak sytuację przedstawiono w filmie i niektórych źródłach. Mimo to inne materiały podają, że wygrana Ukraińców nie miała żadnego związku z ich rozstrzelaniem. Pozostawmy to historii.

Co natomiast dla mnie, jako filologa, jest ciekawe, to to, że w filmie mówią w 4 językach: ukraińskim, rosyjskim,  niemieckim i polskim. Kwestia w języku polskim nie jest długa, ale miło usłyszeć swój język i słowo, które od lat robi furorę wśród osób przyzwyczajonych do okazywania szacunku poprzez "wy", czyli... pan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz