Oczywiście, zapowiedzi przedstawiły najciekawsze fragmenty, narobiły smaczku na wielce podniosły obraz. Może to brak nastroju, a może po prostu ograniczenie czasowe narzucane reżyserowi, może coś zupełnie innego, no filmowi czegoś zabrakło.
Na kinematografii się nie znam. Na futbolu też nie za bardzo. I w kwestii piłki nożnej przypuszczam, że aktorzy również. Dlatego nie ma co liczyć na spektakularne rozgrywki. Wszystko, w rzeczy samej, odbywa się bardzo szybko.
Jest miłość, wojna, rozłąka, szantaż, są Niemcy-oprawcy i podbici Ukraińcy oraz zabici Żydzi.
Motywy znane i szablonowo wykorzystane.
Jednak główny motyw jest najciekawszy. Jest nim tytułowy mecz, który faktycznie odbył się w 1942 roku w Kijowie pomiędzy Ukraińcami (co ciekawe zawodowcami z Dynamo) a Hitlerowcami. Ukraińcy mieli przegrać, ale wygrali. Po meczu zostali rozstrzelani.
Tak sytuację przedstawiono w filmie i niektórych źródłach. Mimo to inne materiały podają, że wygrana Ukraińców nie miała żadnego związku z ich rozstrzelaniem. Pozostawmy to historii.
Co natomiast dla mnie, jako filologa, jest ciekawe, to to, że w filmie mówią w 4 językach: ukraińskim, rosyjskim, niemieckim i polskim. Kwestia w języku polskim nie jest długa, ale miło usłyszeć swój język i słowo, które od lat robi furorę wśród osób przyzwyczajonych do okazywania szacunku poprzez "wy", czyli... pan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz