Droga

A droga wiedzie w przód i w przód/ Choć zaczęła się tuż za progiem –/ I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią – tak jak mogę...
Skorymi stopy za nią w ślad –/ Aż w szerszą się rozpłynie drogę,/ Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dokąd? – rzec nie mogę.
J.R.R. Tolkien

niedziela, 27 stycznia 2013

Kazański kot



Przyjechałam do Kazania i dane mi było pokochać Kul Szarif.
Tymczasem okazuje się, że to miasto oferuje mi również moją starą miłość. Nie wiem jak to się stało, ale nie zwróciłam na to wcześniej uwagi. To chyba urok meczetu ;) Aż pewnego dnia idę i widzę…
 
…kazańskiego kota. Ooo!


Wchodzę do sklepu z pamiątkami, a tam… koty :D Magnesy, figurki. Z rybą w brzuchu, z myszą w łapce. Czego tylko dusza zapragnie. Nie wytrzymałam i pytam sprzedawczyni (nastawiona negatywnie, że pewnie i tak nie będzie wiedziała), skąd taka popularność kota w Kazaniu.
Pozytywnie się rozczarowałam, gdy Pani opowiedziała jak to pewnego razu…
Przyjechała do Kazania caryca Katarzyna. Chodziła po Kremlu i się dziwiła.
- Dlaczego nie ma tutaj myszy? – A w około pełno tłuściutkich kotów.
-  Koty jedzą myszy i nie musimy się nimi martwić. – wyjaśniono.
- Jak to?! U mnie w Petersburgu są koty i są myszy, bo te pierwsze wcale nie chcą łapać tych drugich.
Otrzymała więc Katarzyna kilka kotów w prezencie i pojechała z nimi do Petersburga, gdzie te należycie wypełniły swoje obowiązki. Od tego też czasu wywożono rasę kazańską do Petersburga.

Taka oto historia.
I jak tu nie kochać Kazania, który kocha koty, które kocham ja! ;)
 

2 komentarze:

  1. Jak mogłaś wątpić w Twój ukochany naród ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny kolega dla naszych milusińskich? Ciekawe, jakby wyglądała między nimi komunikacja?

    OdpowiedzUsuń