Przyjechałam do Kazania i dane mi było pokochać Kul Szarif.
Tymczasem okazuje się, że to miasto oferuje mi również moją starą miłość. Nie wiem jak to się stało,
ale nie zwróciłam na to wcześniej uwagi. To chyba urok meczetu ;) Aż pewnego
dnia idę i widzę…
…kazańskiego kota. Ooo!
Wchodzę do sklepu z pamiątkami, a tam… koty :D Magnesy,
figurki. Z rybą w brzuchu, z myszą w łapce. Czego tylko dusza zapragnie. Nie
wytrzymałam i pytam sprzedawczyni (nastawiona negatywnie, że pewnie i tak nie
będzie wiedziała), skąd taka popularność kota w Kazaniu.
Pozytywnie się rozczarowałam, gdy Pani opowiedziała jak to
pewnego razu…
Przyjechała do Kazania caryca
Katarzyna. Chodziła po Kremlu i się dziwiła.
- Dlaczego nie ma tutaj myszy? –
A w około pełno tłuściutkich kotów.
- Koty jedzą myszy i nie musimy się nimi
martwić. – wyjaśniono.
- Jak to?! U mnie w Petersburgu
są koty i są myszy, bo te pierwsze wcale nie chcą łapać tych drugich.
Otrzymała więc Katarzyna kilka
kotów w prezencie i pojechała z nimi do Petersburga, gdzie te należycie wypełniły
swoje obowiązki. Od tego też czasu wywożono rasę kazańską do Petersburga.
Taka oto historia.
I jak tu nie kochać Kazania, który kocha koty, które kocham
ja! ;)
Jak mogłaś wątpić w Twój ukochany naród ;)
OdpowiedzUsuńKolejny kolega dla naszych milusińskich? Ciekawe, jakby wyglądała między nimi komunikacja?
OdpowiedzUsuń